”…To, że inni przeżywają podobnie, pozwala czuć się normalnym...”- o spotkaniach dla mam z dziećmi w Kowalach - z Magdaleną Bil, Prezesem Fundacji Rozwoju Rodziny „rodzicdziecko.pl”
Już od 2009 roku w Kowalach organizujecie Państwo „Spotkania dla mam z dziećmi”, na czym one polegają?
Są to cotygodniowe spotkania grupy mam wraz z dziećmi, poświęcone wspólnej zabawie i rozmowie o troskach i radościach macierzyństwa.
Po co mamy przychodzą na Wasze Spotkania?
Motywacje są różne. Niektóre mamy chcą zrobić coś dla dziecka – zapisać na jakieś twórcze, wspomagające rozwój zajęcia, umożliwić im kontakt z rówieśnikami, przygotować do przedszkola. Inne mamy przychodzą bardziej dla siebie – szukają towarzystwa innych mam z okolicy, które prowadzą podobny „tryb życiaJ”, chcą porozmawiać, dowiedzieć się czegoś.
Dla których mam są zatem Wasze spotkania?
Jednych i drugich. Zajęcia trwają 2 godziny, jest część poświęcona wspólnej zabawie – poznawaniu świata przy użyciu każdego ze zmysłów i część dla mam, kiedy siadamy i rozmawiamy.
No właśnie, a o czym rozmawiacie?
To zależy od grupy: o sprawach bieżących, codzienności i o tym jak ją przeżywamy, o radościach i troskach, o kłopotach, przeróżnych: o karmieniu i o tym jak poradzić sobie z odstawieniem dziecka od piersi, o nocnych wycieczkach i spaniu razem z dzieckiem, o relacjach z bliskimi – mężem, rodzicami, teściami, o tym jak przeżywamy siebie po ciąży, o seksie. Dajemy się wygadać i pomagamy zrozumieć o co chodzi, czasem coś zmienić, czasem złapać dystans. Rozmawiamy o wychowaniu, co z tym posłuszeństwem, czego i kiedy możemy wymagać, o samodzielności i trzymaniu się maminej spódnicy, o buncie dwulatków, o agresji wśród dzieci. Podpowiadamy jak radzić sobie w trudnych sytuacjach bez klapsów czy przemocy.
A jeśli ktoś nie chce o tym rozmawiać?
To nie mówi. Niektórzy wolą mówić inni słuchać. Poza tym tematy wychodzą od samych mam, rzadko narzucamy temat. Każda grupa jest inna, co innego ją interesuje, nad czymś innym się zatrzymuje.
A po co o tym wszystkim mówić?
Słowa to najdojrzalsza forma wyrażania swoich uczuć. Można to wszystko przeżywać samemu, można dzielić się wyłącznie z mężem lub najbliższą przyjaciółką. Niektórym to jednak nie wystarcza, a czasem nie znajdują wystarczającego wsparcia. Czasem nasi przyjaciele żyją w innych „rzeczywistościach” i bagatelizują nasze „problemy” – tracimy z nimi kontakt, bo nie chcą ciągle rozprawiać o ząbkach, cycusiu i kupkach. Nie warto zostawać ze swoimi przeżyciami samemu. Nagromadzone zmęczenie, obawy, trudności blokują miejsce radości, satysfakcji i dumie. Najgorzej gdy macierzyństwo przeradza się w udrękę, poświęcenie – to strata dla nas i dla dziecka. To, że inni przeżywają podobnie, pozwala czuć się normalnym, zatrzymanie się nad jakimś tematem, czyni go ważnym.
Najsmutniej jest gdy w efekcie trudności uciekamy od dziecka, od siebie w roli matki. Jeżeli wracamy do pracy, bo czujemy, że nie nadajemy się na matkę, oddajemy dziecko pod opiekę niani albo babci, bo przy nich jest grzeczniejsze lub łatwiej się uspokaja, to początek dużych problemów.
Chwila, a co jest złego w babci, niani, czy powrocie do pracy?
Absolutnie nic. Każda mama, mniej lub bardziej, potrzebuje pomocy innych osób i powrotu do dawnego życia, rozrywek, aktywności zawodowej. I bardzo dobrze – trzeba złapać równowagę w swoim życiu. Problem pojawia się jedynie wtedy, gdy robimy to, bo nie czujemy się wystarczająco dobrymi matkami. A dzieci nas potrzebują – nie idealnych ale prawdziwych, takich, jakimi jesteśmy, z naszą mocą i niemocą.
Mamy czasem zapisują się na zajęcia z dziećmi, ale rezygnują, bo te nie chcą uczestniczyć w zabawach i proponowanych zajęciach. Co wtedy?
Na naszych zajęciach panuje swego rodzaju chaos, który wynika z tego, że od tak małych dzieci nie wymagamy posiadania umiejętności dostosowania się do reguł społecznych. Dopiero je tego uczymy. Zachęcamy dzieci do wspólnej zabawy, a rodziców do tego, by podążali za swoimi dziećmi, ich inicjatywą, ciekawością, zainteresowaniem.
To znaczy?
Przykładowo proponujemy zabawę kolorowymi chustami. Jedne będą się chciały chować, inne tańczyć, a malutkie oczywiście potarmoszą lub wezmą do buzi. Pozostawiamy dużo miejsca na inwencję twórczą i dzieci i mam. Dzięki temu też w jednej grupie mogą uczestniczyć dzieci w różnym wieku.
Skąd tak szeroki przedział wiekowy – od narodzenia do trzech lat? Miesięczne dziecko bardzo różni się od dwulatka – dzieci mają inne możliwości, rodzice inne problemy.
To prawda. Dlatego staramy się dzielić chętnych na dwie grupy wiekowe. Jednak nie zawsze się da i niekoniecznie to przeszkadza. Często są to mamy nie tylko jednego ale też dwójki, czy trójki dzieci. Uczą się wtedy jak organizować zabawę, by było ciekawie dla całego rodzeństwa. Mamy, które już przeżyły dany etap, potrafią lepiej wesprzeć te, które aktualnie przez to przechodzą. Przygotowanie takich zajęć jest dla nas trudniejsze, ale takie różnorodne grupy są chyba ciekawsze.
No dobrze, ale czy wszystko jest takie kolorowe, nie macie żadnych trudności?
Mamy. Trudność podstawowa to frekwencja. Grupy są małe, chcemy by nie było w nich więcej niż 6-7 mam, bo razem z dziećmi to już spora grupa. W trakcie okazuje się jednak, że dzieci chorują i zdarza się, że na spotkanie przychodzą tylko dwie mamy.
Co wtedy robicie?
Prowadzimy! Bo ważna jest dla nas ciągłość spotkań. Zależy nam na tym, by mamy dzieci, które dużo chorują nie rezygnowały z zajęć. Choroby dzieci powodują niestety, że macierzyństwo jest trudniejsze. Ciągłe zmiany planów, odwołany wyjazd czy spotkanie, najczęściej zamknięcie w domu. I właśnie tym mamom potrzebne są takie spotkania. Potem zmienia się pora roku i po przejściowych kłopotach okazuje się, że dziecko jest na każdych zajęciach.
Jakieś jeszcze?
Nie jest też wesoło, kiedy dzieci się biją. W naszej grupie dwulatków to główny problem.
Jak to biją?
Po prostu zabierają sobie zabawki, jedne popychają inne płaczą.
Co wtedy robicie?
Rozmawiamy. To nie jest przyjemne dla rodzica gdy jego dziecko bije lub jest bite. To uruchamia przeróżne emocje. Uczymy rodziców jak postępować w takich sytuacjach, na ile i kiedy interweniować, co mówić, czego wymagać, a przede wszystkim jak uczyć dzieci radzić sobie z agresją własną i innych. Prędzej czy później spotkają się z nią, czy w piaskownicy, czy w przedszkolu, czy w szkole. To dziś bardzo ważna umiejętność – jak nie stać się ani sprawcą, ani ofiarą przemocy. A nieodpowiednim zachowaniem możemy na przykład stłumić wewnętrzną agresję dziecka, która służyć ma mu do obrony. Kiedy mama widzi taką sytuację łatwiej jej pomóc, w przedszkolu już jej z dzieckiem nie będzie. Dobrze jeśli trafi na mądrą przedszkolankę.
Czy te zajęcia ułatwiają dzieciom zaadaptować się w przedszkolu?
Jestem przekonana, że tak.
A czy mamom niemowląt te kłótnie nie przeszkadzają?
Raczej przeszkadzają. Pomagają wtedy, gdy te mają starsze rodzeństwo. Jeśli to pierwsze maleństwo, lepiej, by mamy uczestniczyły w młodszej grupie.
Czy takie spotkania organizujecie jedynie w Kowalach?
Aktualnie tak. Chcemy jednak zorganizować takie spotkania także na innych podwórkach. To nie takie trudne, wystarczy kilka chętnych mam, przyjazne miejsce. Możemy wspierać liderów by sami organizowali takie spotkania.
A czym jeszcze zajmuje się Fundacja Rozwoju Rodziny „rodzicdziecko.pl”?
Właśnie przygotowujemy kontynuację projektu „Dylematy wychowania, czyli rozmowy inspirujące wychowawczo” dla rodziców dzieci od pierwszego do dziewiątego roku życia. Opracowaliśmy już koncepcję sześciu różnych warsztatów, każdy na inny temat. Właśnie poszukujemy partnerów i sponsorów. Ponadto prowadzimy indywidualne konsultacje dla rodziców i dzieci, w najbliższym czasie intensywnie rozwijać będziemy naszą stronę internetową.
Czego Wam życzyć na nowy, 2011 rok?
Przede wszystkim ludzi - tych, którzy potrzebują takich działań jakie proponujemy, tych, którzy chcieliby się włączyć w organizację oraz tych, którzy chcieliby na ten cel przekazać środki finansowe.
A czego Wy, życzycie innym?
Ja w tym roku wszystkim życzyłam Czasu – ciekawe dlaczego
Rozmawiała: Anna Wolska