O agresji i o tym, że napędza nasze życie.
2011-03-01 16:18:12

      

Przez ostatnie dziesięciolecia wiedza psychologiczna przenosi się z wyższych uczelni, konferencji naukowych, gabinetów psychoterapeutów do instytucji publicznych takich jak szkoły, przedszkola czy placówki wychowawcze. Przenosi się również  do domów, do rozmów zwykłych ludzi, a wraz z troskami rodziców nawet do piaskownicy. Do zainteresowanych tematem najczęściej docierają tezy wywodzące się z psychologii poznawczej, behawioralnej albo humanistycznej. Warto jednak przypomnieć, że poglądy poszczególnych psychologów różnią się znacznie od siebie, bo pochodzą z odmiennych koncepcji osobowości człowieka. Poniżej opisany sposób patrzenia na agresję ma swoje korzenie w teoriach Zygmunta Freuda.


Magdalena Bil

O agresji i o tym, że napędza nasze życie.

        Problem agresji wśród dzieci i młodzieży poruszany jest często przez media. Dziennikarze wraz ze specjalistami dowodzą, że rozbudzaniu agresji sprzyja przemoc obecna w filmach, programach telewizyjnych oraz grach komputerowych, a także patologia środowiska rodzinnego. Pojawiające się po kolejnym „wybryku” nastolatka stwierdzenie zaskoczonego dorosłego „on był przecież z dobrego domu” pokazuje, że tak naprawdę nie wiemy skąd agresja się bierze. Bardzo często problem agresji utożsamiany jest z problemem przemocy. Zdobyte przeze mnie doświadczenie terapeutyczne pozwala mi sądzić, że przeciętnemu człowiekowi brakuje punktu odniesienia, który pozwoliłby odróżnić agresję dobrą od złej. Dobrą? Zastanowi się pewnie niejeden czytelnik. Otóż tak, dobrą i pożyteczną, która napędza nasze życie. Mam nadzieję, że po przeczytaniu niniejszego artykułu, dostrzegą Państwo pozytywne oblicze agresji i przyznają, iż jest ona niezbędna w życiu.

        Zdaniem Freuda nasze życie, codzienne funkcjonowanie, każda aktywność jest wyrazem działania dwóch popędów: popędu życia EROS i popędu śmierci THANATOS. Inaczej nazywane są one także popędem seksualnym (libido) i popędem agresywnym (destrudo). Energia płynąca z obu ściera się, wywołuje konflikt, którego pozytywnym rozwiązaniem jest zwycięstwo popędu życia nad popędem śmierci. Inaczej mówiąc podejmujemy działania służące zarówno własnemu rozwojowi jak i autodestrukcji. Toczymy nieustanną walkę pomiędzy tendencją do budowania a tendencją do niszczenia. W poprzednim artykule podkreślałam znaczenie ścierania się dwóch przeciwstawnych sił w procesie tworzenia własnej, odrębnej tożsamości: pragnienia separacji od matki i lęku przed odseparowaniem oraz pragnienia symbiotycznej jedności z matką i lęku przed zlaniem się z nią. Wewnętrzna konfliktowość jest bowiem typowa dla naszej psychiki, a posiadanie dylematów, również w życiu dorosłym świadczy o lepszym przystosowaniu i większej dojrzałości psychicznej.

        Wiele teorii zakłada, że rozwój dziecka przebiega etapami. Według Freuda przechodzenie przez kolejne fazy rozwojowe związane jest ze zmianą sposobu rozładowywania energii popędowej, który to zawsze związany jest z charakterystyczną dla danego okresu częścią ciała. W pierwszym roku życia okolicą dostarczającą najwięcej przyjemnego pobudzenia są usta. Freud nazwał ten okres fazą oralną. Źródłem przyjemności, która powoduje, że popęd życia góruje nad popędem śmierci staje się ssanie piersi matki, ssanie palca, przyjmowanie pokarmów z butelki, a także poznawanie przedmiotów poprzez branie ich do ust. Każdy rodzic potwierdzi fakt, że w pierwszych miesiącach życia ssanie stanowi podstawę aktywności dziecka i nie tylko dostarcza przyjemności, ale skutecznie uspokaja. Stąd też charakterystyczna dla tego okresu obecność smoczka, który pozwala niemowlęciu rozładować napięcie i uspokoić się podczas nieobecności matki (nawet gdy jego ssanie nie powoduje wypływania pokarmu). Przychodzi jednak taki czas, gdy dziecko zaczyna czerpać przyjemność nie tylko ze ssania, ale także z gryzienia. Dziecko sprawia wrażenie jakby walczyło z piersią, czy z butelką. Podawana dziecku skórka od chleba, gryzaki mające uśmierzać ból ząbkowania, stają się źródłem przyjemności płynącej z rozładowywania energii agresywnej. Jakkolwiek cierpi na tym obolała pierś matki i rozgryziony smoczek, to właśnie dzięki rozwojowi umiejętności żucia i gryzienia, której towarzyszy pojawianie się pierwszych zębów, dziecko zaczyna spożywać coraz twardsze pokarmy i staje się coraz mniej zależne od matki. Tłumienie nieakceptowanej przez matkę agresywności własnego dziecka może przejawiać się w pozbawianiu go możliwości gryzienia, poprzez chociażby przedłużone ponad potrzebę przecieranie zupek i podawanie produktów w płynie.

        W drugim i trzecim roku życia częścią ciała służącą rozładowywaniu przez dziecko energii popędowej jest odbyt. Dlatego Freud nazwał ten okres fazą analną. Jakkolwiek nazewnictwo stworzone przez Freuda może działać odpychająco to chyba niewielu zaprzeczy, że charakterystyczne dla tego okresu jest zainteresowanie dziecka własnym wydalaniem, zaciekawienie własnym kałem. Fascynacja udziela się też rodzicom, którzy chwalą dziecko za to, jak pięknie i jaką piękną zrobiło kupkę. W tym okresie odbywa się bowiem tzw. trening czystości, czyli zdobywanie kontroli nad własnymi czynnościami wydalniczymi. Dziecko powstrzymuje się od natychmiastowej realizacji swojej potrzeby by zyskać uznanie i podziw matki. Czasem zdarza się także, że dziecko rezygnuje ze zdobytych wcześniej umiejętności i zaczyna czerpać radość z zatrzymywania moczu i kału do ostatniej chwili i coraz częściej zdarzają się mu wpadki. Powstrzymywanie wypróżnienia, zatrzymywanie lub puszczanie pozwala dziecku na uzyskanie kontroli. Charakterystyczny dla tej fazy sadyzm odzwierciedla się także w czerpaniu przez dziecko przyjemności z dręczenia, dokuczania, robienia na złość, doprowadzania innych dzieci i dorosłych do płaczu czy bezsilności. Dziecko zdobywa w ten sposób kontrolę nie tylko nad sobą i swoim ciałem ale też nad otoczeniem i postaciami rodziców, które w jego fantazjach jawią się jako gigantyczne i wszechmocne. Przywołany wyżej sadyzm i jego przejawy mają charakter rozwojowy i nie powinno się go  traktować jako cechy charakteru dziecka, ponieważ na tym etapie jest na to za wcześnie. Ponadto kontrola wydalania w teorii Freuda symbolizuje kontrolę nad impulsami, która jest ważnym zadaniem rozwojowym tego okresu. Dziecko rezygnuje z realizacji własnych pragnień popędowych by zyskać uznanie i podziw matki oraz otoczenia. W tym okresie również coraz częściej (choć jeszcze nie zawsze) powstrzymuje się od zabrania koleżance zabawki, gdy chce się nią pobawić, od uderzenia kolegi, który je rozzłościł. Znów libido wygrywa z destrudo.

        Trzeci, czwarty i piąty rok życia to faza falliczna gdyż wg Freuda centralne znaczenie zyskuje penis, tzn. występowanie penisa u chłopca i jego brak u dziewczynki. Dzisiaj większość psychoanalityków odchodzi od tej pierwotnej wersji akcentując znaczenie pochwy i łechtaczki w nieświadomości zarówno czteroletniej dziewczynki jak i chłopca. Wielu odbiorców teorii Freuda zarzuca mu nadanie seksualnego charakteru aseksualnemu dziecku. Wraz jednak z tym jak zmniejsza się tabu dotyczące seksu, charakterystyczne dla freudowskiej epoki wiktoriańskiej, coraz częściej dostrzegamy seksualność u swoich dzieci, czy we własnych wspomnieniach z dzieciństwa. W tym okresie zarówno u chłopca jak i u dziewczynki rozwija się zainteresowanie sprawami płci, różnicami pomiędzy chłopcem a dziewczynką dostrzeganymi w budowie ciała czy związanymi z rolami społecznymi. Dla chłopca miarą siły i mocy staje się posiadanie i wielkość penisa, u dziewczynki ujawnia się chęć jego posiadania czy zawód wobec jego braku. Odzwierciedla się to w zachowaniu dzieci w sposób bezpośredni (masturbacja, oddawanie moczu przez dziewczynki na stojąco, pytania: „skąd się biorą dzieci?”, „kto je włożył do brzucha mamy?”, „którędy wyjdą?”, „dlaczego tata ma penisa a ty mamo nie?” – w przypadku dziewczynek, albo „kto ma większego penisa, ja czy tata?” – w przypadku chłopców) lub za pośrednictwem symboli (zabawa w walkę, kto większy, kto silniejszy, fascynacja pistoletami, szablami, zabawa w dom, posiadanie dzieci, strojenie się i konkursy piękności). W okresie tym rozgrywa się opisany przez Freuda Kompleks Edypa.  Mitologiczny Edyp, od którego nota bene pochodzi nazwa omawianego zjawiska, zabił swojego ojca i poślubił własną matkę. Przeznaczenie nie ominęło go pomimo iż poznał ciążącą nad nim klątwę i podjął nie lada wysiłki by jej spełnieniu zapobiec. Tak też i dziecko, niezależnie od tego, iż kocha swoich rodziców, odczuwa wobec nich także nienawiść (Klein, Segal), pragnienie odwetu czy zemsty. Siła miłości natomiast pozwala ujarzmić te wrogie impulsy i zidentyfikować się z postaciami rodziców. Kompleks Edypa wedle Słownika psychoanalizy to „zorganizowany zespół miłosnych i wrogich pragnień, jakie dziecko żywi do rodzica” (za: Schier).

        W następującym po fazie fallicznej okresie latencji (6 r.ż. – okres pokwitania) silne napięcie seksualne zanika. Trwający od niemowlęctwa dialog pomiędzy pragnieniem popędowym a powstrzymaniem zaczyna przechodzić na korzyść powstrzymania realizacji impulsu. Kontrola swoich pragnień, stale rosnąca zdolność odraczania gratyfikacji i tolerancja frustracji dają dziecku swoistą wolność. Jego zachowanie przestaje być tak silnie zależne od popędowości, dziecko nabiera dystansu, który umożliwia mu szersze poznawanie świata, innych ludzi, różnych punktów widzenia  i zdobywanie nowej wiedzy. Z obserwacji Reynera wynika, że u dziecka około szóstego r.ż. pojawia się „subtelna godność, wyrażająca się w prostszej postawie”, a także, że w tym wieku  „dzieci trzymają głowy wyżej i obserwują świat z bardziej zdystansowanego, niezależnego, choć wciąż pełnego zainteresowania punktu widzenia (...) nabycie tej godności jest oznaką gotowości dziecka do pójścia do szkoły.”

        Okres pokwitania natomiast jest czasem gdy powraca siła popędów, a jednym z podstawowych zadań przypadającym na ten czas zwany fazą genitalną jest przesunięcie energii seksualnej z obiektów rodzicielskich na postaci zewnętrzne – chłopców i dziewczęta z otoczenia rówieśniczego. To wycofanie warunkuje stworzenie dojrzałego związku seksualnego w dorosłości.

        W oparciu o te podstawy teoretyczne chciałabym omówić problematykę agresji i agresywności. Jeśli uznajemy popędowość, agresja staje się dla nas jednym z dwóch podstawowych budulców naszej osobowości, naszego charakteru, swoistego istnienia. Napędza nasze życie. Rozwój jednak polega na tym by zachowania agresywne poskramiać a do rozładowywania impulsów agresywnych używać coraz bardziej dojrzałych mechanizmów obronnych.  Zdaniem E. Furman „Od urodzenia jesteśmy wyposażeni w niezbędną energię agresywną, a w toku rozwoju uczymy się różnych sposobów  jej rozładowywania”. Z tej perspektywy dziecko zachowujące się agresywnie to nie dziecko złe, opętane przez złe moce, ale takie, które nie radzi sobie z opanowaniem swej agresywnej popędowości. Takie podejście pozwala nam szukać przyczyn w innych obszarach i pomagać dziecku w przezwyciężaniu przeżywanych przez niego problemów.

E. Furman wyodrębnia następujące znaczenia agresji w naszym życiu, tj.:

1.      wykorzystanie agresji w służbie obrony własnej

        Sprzeciw wobec naruszania naszych granic, krzywdzenia nas, wobec bólu i niewygody wymaga aktywacji energii agresywnej. Paradoksem dzisiejszych czasów jest tłumienie agresywnych zachowań w wychowywaniu dziecka i uczenie asertywności osób dorosłych. Kiedy zagrożone jest nasze „ja” powinniśmy stawać we własnej obronie. Niemowlę robi to plując jedzeniem, które mu nie smakuje, płacząc i wijąc się podczas wykonywania czynności, których nie lubi, dwulatek krzycząc, upierając się na „nie”, przedszkolak rzucając zabawkami, kopiąc, wyzywając a dorosły człowiek mówiąc „nie zgadzam się na to”. Osiągając kolejne stopnie rozwoju nie tyle powinniśmy tłumić agresję, co uczyć się kontroli nad nią. Zachowanie agresywne bowiem powinno być dostosowane do sytuacji. „Dobra obrona własna wymaga realistycznej oceny sytuacji i selektywnego użycia zmobilizowanej agresywnej energii, aby osiągnąć możliwie najlepszy efekt” (Furman). Zachowania obronne mogą bowiem przyjmować różny charakter od takich z użyciem siły fizycznej, przez krzyk, użycie ostrych słów, po zdecydowane powiedzenie „nie”, uprzejmą odmowę, czy nawet powstrzymanie się od wypowiedzenia swoich myśli czy po prostu ucieczkę. Wymaga to uważnej obserwacji, oceny sytuacji, stopnia zagrożenia oraz mobilizacji sił do natychmiastowej reakcji. Powinniśmy posiadać kontrolę nad własną agresywnością i dostrzegać możliwość używania jej na wiele sposobów. Wg E. Furman „wewnętrznej kontroli (energii agresywnej) i wiedzy o sposobie jej używania nabywamy głównie przy pomocy rodziców i innych ważnych osób dorosłych, poprzez związki z nimi”; Kluczowym staje się szacunek rodziców dla popędów i uczuć dziecka. Wymaga to uznania prawa dziecka do gniewnych protestów w obronie własnej, gdy czuje, że rodzice naruszają jego przestrzeń. Nie oznacza to natomiast tolerowania agresywnych zachowań dziecka, gdyż szacunek powinien być wzajemny. Rodzice również muszą móc wyrażać protest wówczas, gdy zachowanie dziecka narusza ich psychiczną przestrzeń. Szacunek dla samego siebie i sposób jego zdobywania, który dziecko obserwuje u rodzica jest dla niego wzorem szacunku dla siebie i innych ludzi w przyszłości. W praktyce terapeutycznej wielokrotnie jestem świadkiem dramatu rodzin, w których dzieci bądź stają się ofiarami agresji w szkole, bądź same zachowują się agresywnie. Bardzo często opowiadają oni o tym jak starali się wychowywać dziecko „bez agresji” a w swoim życiu potulnie znoszą przemoc wobec siebie samych lub rozładowują złość na dzieciach. W rozmowach z rodzicami pojawia się także dylemat „bycia konsekwentnym”. Rodzice skarżą się „co z tego, że ja mówię, jak ono i tak robi swoje”. Pamiętajmy! Stawiając przed dzieckiem realistyczne oczekiwania, także co do przestrzegania istotnych zasad i stosowania się do ograniczeń służących jego dobru i bezpieczeństwu, działamy na korzyść jego poczucia bezpieczeństwa. Pamiętajmy także, że każdy zakaz w sposób naturalny spotyka się ze złością, dziecko protestuje i uznajmy jego prawo do protestu. Nie oznacza to, że mamy rezygnować z respektowania zasad. Możemy rozumieć jego złość, zawód, żal, współczuć mu i jednocześnie utrzymywać ważne zasady, oczekiwania i ograniczenia.

        Ważnym krokiem rozwojowym jest nabycie umiejętności wyrażania swojej złości za pomocą słów a nie agresji fizycznej. Rodzice, nazywając swoje uczucia: gniew, złość, zdenerwowanie, rozdrażnienie uczą dziecko rozpoznawać je w sobie. Poprzez własne sposoby radzenia sobie z negatywnymi uczuciami pokazują jak rozładowywać złość, napięcie. Wg E. Furman słowne wyrażanie złości pomaga dziecku zachować godność, gdy mimo wszystko jeszcze musi zrobić to, czego się od niego wymaga. Posłuszeństwo nie jest wtedy przeżywane jako poddanie czy upokorzenie.

        Rodzice muszą pomóc dziecku w rozpoznawaniu i nazywaniu swoich uczuć, nie dzieleniu ich na dobre i złe, ale ukazywaniu istotnej funkcji każdej emocji. Uczą również nabywania kontroli nad własną agresywnością poprzez zamienianie agresji fizycznej na nazywanie własnych uczuć, doznań i dążeń. Świadomość, że jest się złym i o co jest się złym najlepiej podpowiada co zrobić w danej sytuacji.

2.      wykorzystanie agresji w osiąganiu przyjemności

        Dążenie do uzyskania przyjemności, do osiągnięcia upragnionego celu również wymaga aktywacji energii agresywnej. Na drodze do celu stoi zazwyczaj wiele przeszkód i aby je pokonać dziecko potrzebuje pewnej siły, determinacji, czasem bezwzględności. Obserwując zachowanie trzylatka, który schowa się do drugiego pokoju by zjeść kolejną gumę, który wspina się na najwyższą półkę by odszukać czekoladkę, który ukradkiem zabierze siostrze zabawkę by się nią w spokoju pobawić, budzą się dwojakie uczucia: podziw wobec umiejętności poradzenia sobie w danej sytuacji i złość czy lęk wobec nie uwzględniającego innych zaspokajania swoich pragnień. Jeżeli rodzice nadmiernie i zbyt ostro tłumią agresję dziecka w osiąganiu przyjemności, dziecko nie będzie dysponowało agresją w postaci odpowiedniego zdecydowania. Będzie poddawało się przy pierwszej próbie. Jeśli będą dawać dziecku swobodę w zaspokajaniu dziecięcych przyjemności nie przebierając w środkach, dziecko będzie dążyć do zaspokojenia swoich potrzeb w bezwzględny sposób. Drogą pośrednią jest spokojne frustrowanie, pozwalanie na słowne wyrażanie złości i wskazywanie drogi do bardziej akceptowanych metod (Furman). Nie nazywajmy zatem dzieci kłamczuchami, nie karzmy w bezwzględny sposób, mówmy im, czego robić nie wolno i wskazujmy sposób na zdobycie przyjemności akceptowanymi dla danego wieku metodami. Pokazujmy dzieciom, że warto pragnąć, dążyć, zdobywać, ucząc ich jednocześnie zasad fair play.

3.      agresja jako napęd działania

        Rozwój napędzany jest przez agresję. Nabywanie sprawności, nowych umiejętności zawsze wiąże się z przechodzeniem przez etap nieco rozlanego, natrętnego, nieopanowanego jej stosowania. Zaraz po tym jak dziecko zacznie uczyć się samo jeść, z rozkoszą wylewa zupkę z talerza i rozsmarowuje ziemniaczki po ubraniu. Gdy postawi pierwsze kroki zaczyna wchodzić wszędzie, przewracać wszystko, co stoi mu na drodze. Jak tylko zacznie mówić, wyrażać słowami czego chce, zaczyna mówić nam czego nie chce i sprzeciwia się dla samego sprzeciwu. Rozbudzając swą intelektualną ciekawość zadaje mnóstwo pytań „dlaczego?” a potem denerwuje nas natrętną ciekawością. Uczy się wyrażać słowami swoją złość a potem musimy słuchać jakimi to niedobrymi jesteśmy rodzicami. Mimo zdenerwowania w jakie dziecko potrafi nas wprowadzić najczęściej cieszymy się z tego, że staje się coraz starsze, sprawniejsze, dojrzalsze i coraz lepiej radzi sobie z codziennymi czynnościami. Naszym zadaniem bowiem nie jest tłumić rozwój ale nadawać kierunek nowo zdobywanym umiejętnościom. Kanalizować, uczyć kontroli nad impulsami. Służy temu pomoc dziecku w opanowywaniu kolejnych sprawności (malowania, wycinania, spacerowania bez wózka przy ulicy) z jednoczesnym uczeniem go zasad bezpieczeństwa, które pozwolą nam na danie mu większej swobody i rozwój samodzielności.

        Agresja rozlana, nieuzasadniona i rozładowywana przeciwko wszystkim i wszystkiemu może być związana z rozdrażnieniem, czy zmęczeniem. Pojawiająca się częściej wskazuje na powstałą trudność w jej opanowaniu. W takich sytuacjach trzeba pomagać dzieciom ją kanalizować, czyli rozładowywać napięcie w kontrolowany sposób poprzez aktywność, konkretne działanie. Na początek może ona nie mieć większego znaczenia np. darcie kartek, uderzanie przedmiotem o przedmiot, potem jednak może przekształcić się w czynność ukierunkowaną na osiągnięcie pewnego efektu jak robienie „wydzieranek – wyklejanek”, czy wbijanie gwoździków w deseczkę. Jeśli dana aktywność pomaga dziecku w rozładowaniu napięcia to przejściowo może temu służyć, na dalszym etapie powinna być jednak zastępowana przez wykonywanie czynności mających swój cel lub werbalizowanie odczuć i stanów. Nie powinno się zostawiać dziecka samego z wszechogarniającą go złością. Kiedy jej poziom zmniejszy się poprzez rozładowanie napięcia, wróćmy do rozmowy i nazywania.

4.      Agresja jako część związku rodzic – dziecko

        Wyjaśnienie tego aspektu agresywności czytelnicy znaleźli już na pewno w pierwszej części artykułu. Dodam tylko, że złość dziecka do rodzica jak i złość rodzica wobec dziecka jest czymś najzwyczajniej naturalnym. Nie ma bliskości bez wzajemnej złości. „Na ludzi, którzy są dla nas nieważni, nie złościmy się nawet w małej części tak mocno, jak na tych, którzy znaczą dla nas dużo” (E. Furman). Nie tylko dzieci czerpią radość z zależności od swoich rodziców równocześnie walcząc o niezależność ale dotyczy to także rodziców. Dla nich też zależność od dziecka, konieczność podporządkowywania się jego trybowi życia, potrzebom, oczekiwaniom jest zarówno źródłem przyjemności, poczucia bycia ważnym i niezastąpionym jak i frustracji, gdy narusza to poczucie siebie, odrębność i integralność. Najważniejszym zadaniem tego związku jest jednak poskramianie agresji poprzez miłość. I choć żadna inna relacja nie jest równie ważna co rodzica z dzieckiem to także w relacji dziecka z innymi dorosłymi sympatia i akceptacja powinny wygrywać ze złością. Pomagajmy dzieciom radzić sobie z własną agresywnością poprzez dawanie przykładu, poprzez wskazywanie tego, co jest dobre a co złe, dostosowywanie swoich oczekiwań do możliwości dziecka. Nie bójmy się złości dzieci, uczmy je złościć się przez słowa a nie czyny i upewniajmy je, że nasza milość do nich przetrwa te konflikty.

            Czy to wszystko oznacza, że agresja jest czymś dobrym? Nie. Po prostu agresja ma swoje pozytywne oblicze. Furman dostrzega również nieprzydatną agresję, taką, która „nie jest poskromiona przez miłość i wybucha w gniewie i gwałtownych atakach na ludzi i rzeczy, nie złagodzonych przez rozwagę i współczucie lub gdy z przyjemnym podnieceniem szuka zaspokojenia w wyrządzaniu i doznawaniu krzywdy, w zadręczaniu, torturowaniu i perwersyjnych praktykach seksualnych. Kiedy te zachowania, które normalnie występują jedynie u małych dzieci zauważamy u starszych dzieci i u dorosłych, oznacza to, że część osobowości została małym dzieckiem, podczas gdy inne części są dorosłe.” Niebezpieczne jest to, że „dorosłe dziecko” ma znacznie większe możliwości ich negatywnego wykorzystania.

        Nadmiernie hamowana złość ma również niszczące skutki. Pozbawia dzieci zapału i inicjatywy, przyczynia się do poczucia bezradności i beznadziejności, zakłóca dobre samopoczucie i przyjemność.

 


Literatura:

1. Furman E., Jak wspierać dziecko w rozwoju. Podręcznik psychoanalizy dla rodziców, Warszawa 1994

2. Schier W., Zalewska M., Krewni i znajomi Edypa, Warszawa 2006

3. Materiały do użytku wewnętrznego: Analityczna psychologia rozwojowa – fragmenty książki Erica Reynera „Human Development”


 Fragmenty artykułu opublikowanego również w miesięczniku "Bliżej przedszkola" w 2007r.

Komentarze czytelników (0):

Podziel się z nami swoimi uwagami:
Podpis:
Treść: